Czymże jest przewijanie Facebooka w poszukiwaniu lajków, jeśli nie nowym wcieleniem jednorękiego bandyty? To, że firmy jak Meta stosują mechanizmy rodem z Las Vegas i dark patterns – czyli wzorce projektowe, które mają na celu omijać nasze mechanizmy obronne – wiemy od dawna.
Wiemy to od samych projektantów, którzy je wprowadzali i chwalili się nimi na konferencjach i w artykułach. Wiemy to również z prostego faktu, że firmy technologiczne zatrudniały ekspertów projektujących kasyna. Nie sądzę, że powodem tych rekrutacji był ich wysmakowany gust w zakresie wystroju wnętrz.
Ugoda, na jaką idzie dzisiaj Meta, jest momentem – mam nadzieję – przełomowym. Nie chodzi mi tu jednak o pieniądze, czy zmiany, jakie zostaną wprowadzone w aplikacjach. Uważam bowiem, że jedyną siłą, jaka może pomóc dzieciom, są ich rodzice. Osobiście jestem zdołowany tym, jak niewielu z nas zakazuje social mediów swoim nastolatkom. Nie wiem, czy to nie moje skrzywienie zawodowe (marketer i, co gorsza, psycholog), ale moim zdaniem już po kilku minutach rozmowy z dzieckiem widać czy ma ekspozycję na social media. Zresztą nie trzeba być do tego geniuszem, tylko posiadać oczy, bo zazwyczaj taki dzieciak nie rozstaje się z telefonem.
Temat od strony marketingowej nie jest moim zdaniem pasjonujący, ale społecznie ma istotne znaczenie – dlatego o tym piszę. Pomyślmy o tym i co ważniejsze: mówmy o tym innym rodzicom.
Spis treści:
Meta gasi światło nastolatkom
CreatorIQ: dopasowanie ważniejsze niż zasięg
Fanta chce przejąć Halloween
WSJ: marki igrają z maxxingiem
Pew Research: boty piszą internet
Google (znowu) pomaga wydawcom
X nagrodzi za remake „Odysei”
Netflix zniechęca do podglądania
Riksbyggen buduje klitki
Spotify ujawnia playlisty
Shorts
Weekly tool
Meta gasi światło nastolatkom
Meta zapłaci 18 miliardów dolarów i wprowadzi nowe zabezpieczenia dla nieletnich. Tak kończy się proces sądowy wytoczony przez 29 amerykańskich stanów.
Koncern oskarżono o celowe uzależnianie młodzieży od Facebooka i Instagrama oraz bezprawne zbieranie danych dzieci poniżej 13. roku życia.
W ramach porozumienia gigant wprowadzi w USA szereg ograniczeń dla nastolatków: dzienne limity czasu, automatyczną blokadę aplikacji w nocy, wyciszenie powiadomień w godzinach szkolnych oraz zakaz filtrów imitujących operacje plastyczne.
To pierwszy przypadek, gdy Meta została zmuszona do tak głębokich zmian w funkcjonowaniu swoich flagowych produktów. Firma oficjalnie nie przyznaje się do winy i apeluje do TikToka, YouTube’a oraz Snapa, by poszły w jej ślady i przyjęły te same standardy.
Liczba followersów ma znaczenie, ale znacznie mniejsze niż dopasowanie twórcy do marki i jakość jego contentu – wynika z badania CreatorIQ.
Wśród kryteriów, którymi kierują się brandy przy doborze influencerów, „suitability” znalazło się na pierwszym miejscu – zaraz przed skutecznością contentu. Liczba obserwujących okazała się najmniej istotna (ósme miejsce w zestawieniu).
Mimo to baza followersów ma kluczowe znaczenie dla zarobków twórców i jest najważniejszym wskaźnikiem przychodów konta.
Dopasowania treści do potrzeb marek nie ułatwiają odbiorcy. Według CreatorIQ 53 proc. influencerów z co najmniej 500 tys. obserwujących „doświadcza napięcia” między oczekiwaniami brandów i widzów.
W 2027 r. wartość gospodarki twórców ma sięgnąć pół biliona dolarów.
Coca-Cola „ma” Boże Narodzenie, Fanta (własność Coca-Coli) chce „zawłaszczyć” Halloween.
Marka zaprezentowała Fanta’s Haunted Universe – nową platformę rozrywkowo-reklamową nawiązującą do halloweenowego uniwersum. Obejmuje ona postacie inspirowane klasyką horroru, storytelling, wydarzenia live i online, gry, produkty kolekcjonerskie i inne atrakcje.
Fanta chce w ten sposób odejść od doraźnego marketingu sezonowego na rzecz długoterminowego contentu. Podobną drogę w ostatnim czasie obrały m.in. Nike (uniwersum mundialowe) czy Marc Jacobs (microdramy), które stawiają na angażujące i ewoluujące formaty.
Firma przyznaje, że korzystała z narzędzi AI zarówno na etapie researchu, jak i produkcji, jednak za warstwę kreatywną odpowiadali ludzie.
Nowa platforma to kontynuacja strategii rozwijanej od trzech lat, m.in. we współpracy z Warner Bros. („Beetlejuice”), Universal i Blumhouse (puszki z Chuckym, Freddym Fazbearem i M3gan).
Marki przejmują język looksmaxxingu, zapominając o jego negatywnych konotacjach – przestrzega „The Wall Street Journal”.
Do maxxingu w kampaniach nawiązują już takie brandy, jak Marriott („weekend maxxing”), Harry’s („jawmaxxing”), CeraVe („looksmaxxing protocol”) czy Cheesecake Factory („cheesecake-maxxing”).
Termin z pozoru jest niewinny – jego geneza już nie.
Looksmaxxing – pierwsze pojęcie w maxxingowym słowniku – narodził się w incelskiej manosferze i promuje skrajne, czasem niebezpieczne sposoby poprawiania wyglądu.
Maxxing częściowo oderwał się od swoich etymologicznych korzeni, ale wciąż kojarzony jest z aparycją – dlatego jest atrakcyjny m.in. dla marek health and beauty z ofertą dla mężczyzn. W USA sprzedaż produktów z tej kategorii w ciągu czterech ostatnich lat wzrosła o 15,3 proc. (do 5,7 mld dolarów).
Zdaniem WSJ firmy powinny uważać, by przejmując język związany z negatywnym trendem, nie wspierać samego trendu.
Analitycy Pew Research przeanalizowali niemal 500 tys. anglojęzycznych stron zgromadzonych w archiwum Common Crawl.
W próbce z lipca 2026 r. ślady „twórczości” AI wykryto na 35 proc. stron opublikowanych po premierze ChatGPT. W przypadku wszystkich analizowanych stron, również tych starszych, odsetek wyniósł ok. 10 proc.
Spośród domen sztuczna inteligencja najbardziej „upodobała sobie” .com.
Treści wygenerowane przez AI pojawiały się pod adresami z tą końcówką około dziesięciokrotnie częściej niż na stronach z domeną .edu i .gov, gdzie wskaźnik wyniósł ok. 1 proc.
Gigant oferuje nową formę „rekompensaty” za utratę ruchu na rzecz AI: przycisk Preferred Sources.
Wydawcy, którzy umieszczą go na swojej stronie, mogą liczyć na dodatkowe wejścia z kanałów Google.
Po kliknięciu w button użytkownicy będą częściej otrzymywać treści z danego źródła w wynikach wyszukiwania, Discover i Google News, a także w odpowiedziach generowanych przez AI.
Google twierdzi, że userzy są dwa razy bardziej skłonni klikać w wyniki z preferowanych źródeł niż z pozostałych.
Firma rozwija też funkcję, która pozwoli personalizować feed Discover za pomocą promptów w języku naturalnym.
Spotify sięgnął po UGC w swojej najnowszej kampanii OOH – „Playlist It”.
Zamiast haseł reklamowych na billboardy trafiły nazwy playlist wymyślone przez użytkowników.
Reklamy pojawiły się m.in. w Nowym Jorku, Miami i Los Angeles – niektóre z „lokalizowaną” treścią, np. „Which one of you has a boat?” (Miami) czy „I refuse to take accountability so I blame it on the 405” (Los Angeles, nawiązanie do autostrady słynącej z korków).
Kampania obejmuje też wild posting – w tym serie plakatów, w których nazwy playlist układają się w dłuższe ciągi wypowiedzi.
Jedną z zalet komunikatorów jest szybkość przekazywania informacji. Carrier Pidge przyjmuje odwrotne założenie. Aplikacja, której nazwa nawiązuje do gołębia pocztowego, celowo spowalnia łączność. Czas dotarcia wiadomości do adresata może wynieść nawet kilkanaście godzin – tyle, ile trwałaby podróż ptaka dostarczającego przesyłkę. Niecierpliwy nadawca może śledzić trasę na wirtualnej mapie. Jeśli się spieszy, musi skorzystać z innej apki.