Stało się. Lekko rok temu Altman deklarował, że reklama jako model biznesowy OpenAI to będzie dla niego ostateczność. W tym tygodniu zaś informujemy czytelników, że ChatGPT wprowadza reklamy.
Nie raz pisałem w tym newsletterze, że reklama to najpotężniejszy model biznesowy, a marketing będzie stanowił coraz większą część światowej gospodarki. Dzieje się to na naszych oczach. Dostęp do ludzkich pragnień jest podstawowym mechanizmem współczesnej ekonomii, w której zaspokojenie naszych potrzeb nie stanowi już żadnego wyzwania. Dopiero nabudowane na tych podstawach zachcianki i marzenia oraz konkurencja z innymi przedstawicielami naszego gatunku staje się wyzwaniem, które wymaga wydobycia większych pieniędzy z konsumenckiego portfela. A coś musi popchnąć ludzi do tego, żeby dostrzegli te zachcianki i rywali, z którymi mogą konkurować. I tu właśnie wkracza reklama.
Marketing w sztucznej inteligencji będzie największą zmianą paradygmatu komunikacji biznesowej od czasów pojawienia się social media. To dobry moment dla małych i średnich, aby wejść wcześnie do gry i zbudować swoją pozycję. To zazwyczaj również czas tworzenia się zupełnie nowych firm, dostosowanych do nowych reguł marketingu. Pora zacząć o nich myśleć.
ChatGPT wprowadza reklamy
OpenAI szuka pieniędzy.
Spółka zapowiedziała, że ChatGPT zacznie niebawem serwować reklamy – na dobry początek tylko zalogowanym dorosłym użytkownikom w USA.
Testy ruszają równolegle z nowym, tańszym abonamentem „Go”. Za jedyne 8 dolarów miesięcznie klienci mogą liczyć na dłuższą pamięć rozmówcy i większą ilość grafik do wygenerowania. Mniej eksponowanym kosztem tańszego abonamentu są reklamy, których unikną użytkownicy subskrypcji Plus, Pro i klienci biznesowi.
Spółka długo wzbraniała się przed tym krokiem, ale „zjadają” ją koszty. OpenAI zobowiązało się wydać 1,4 biliona dolarów na infrastrukturę AI w ciągu ośmiu lat. Przy 800 milionach użytkowników miesięcznie przejście na model reklamowy to najprostszy sposób na duży zastrzyk gotówki.
OpenAI zapewnia, że reklamy będą oznaczane, nie wpłyną na treść odpowiedzi i nie będą emitowane w kontekście rozmów na tematy „newralgiczne”, takie jak zdrowie czy polityka.
Czy Grenlandia.

Hermès szpieguje klientów
Wybredność to zwykle cecha konsumentów. Czasem jednak praktykują ją marki.
Jak twierdzą dziennikarze paryskiego serwisu Glitz, francuski dom mody Hermès „szpieguje” swoich klientów. Firma sprawdza miejsca zamieszkania i socialmediowe konta potencjalnych nabywców swoich luksusowych torebek.
Powód? Firma nie chce by jej towar trafił do „byle kogo”, więc sprawdza, czy zainteresowany mieszka w dobrej dzielnicy i dba o styl na Instagramie. Kontrola obejmuje również okres posprzedażowy. Nabywcy, którzy wystawią towar na sprzedaż, trafiają na „czarną listę”.
Brzmi jak szaleństwo? A jednak to metoda. Hermès od lat buduje wizerunek marki ultraekskluzywnej, a wybrane produkty sprzedaje na specjalne zamówienie. Torby z linii Birkin czy Kelly kosztują od kilkunastu tysięcy euro wzwyż, co samo w sobie zapewnia selekcję klientów.
Z drugiej strony w epoce nadzianych influencerów towar mógłby wpaść w ręce jakiegoś nouveau riche, który nie odróżnia widelca do ostryg od sztućców do ślimaków.
Po takiej wpadce nikt z klasą nawet by nie spojrzał na birkina.
📰 Newsweek

Burson „policzył” gospodarkę reputacji
Reputacja ma wymierną wartość. Przynajmniej w przypadku korporacji.
Nowojorska agencja PR-owa Burson oszacowała, że spółki cieszące się dobrą renomą mogą dostarczyć akcjonariuszom nawet 4,78 proc. „nieoczekiwanych zysków” w skali roku. Agencja ukuła też pojęcie „gospodarki reputacji”, którą wyceniła na 7,07 biliona dolarów – równowartość łącznej kapitalizacji Alphabetu, Meta i Tesli.
Analiza pokazuje też, że liderzy reputacji wygrywają na wszystkich frontach – od innowacji, przez jakość produktów, po governance – z przewagą kilkunastu punktów (w skali 0–100) nad konkurencją.
O poprawie wizerunku powinien pomyśleć szczególnie sektor finansowy. Według autorów badania na bezpośrednie ryzyko narażone jest 38 proc. jego „wartości reputacyjnej”.
Jeśli sektor uwierzy, Burson będzie miał co robić.

Meta już nie stawia na metaverse
Rzeczywistość dostarcza ostatnio takich wrażeń, że jej wirtualna alternatywa pozostała daleko w tyle. Być może dlatego metaverse ma nikłe szanse na „odpalenie” w najbliższej przyszłości.
Potwierdzają to doniesienia Mety, która poinformowała o zamiarze zwolnienia ok. 10 proc. pracowników w dziale Reality Labs – odpowiedzialnym m.in. za rozwój metaverse’u i sprzętu VR.
Wizja wirtualnych światów straciła na znaczeniu wobec priorytetów związanych z rozwojem sztucznej inteligencji. Tym bardziej że sprzedaż gogli VR nie spełniła oczekiwań inwestorów, którzy z niepokojem obserwowali miliardowe wydatki na budowę „świata równoległego”.
Meta nie tnie jednak wszędzie po równo. Zespół pracujący nad okularami smart i technologiami AR, w tym ray-banami z asystentem AI, może spać spokojnie.
O ile ktoś może spać spokojnie w tych czasach.
Minecraft buduje świat na nowo
Gdzie Horizon Worlds nie może, tam Minecraft pomoże.
Społeczność popularnego sandboxa pracuje nad stworzeniem repliki całego świata w ramach projektu „Build The Earth”. Na pierwszy ogień poszedł Nowy Jork, którego cyfrowa wersja powstaje w skali 1:1. Prace trwają już pięć lat, a jego dotychczasowymi efektami podzielił się ostatnio MineFact – lider przedsięwzięcia i youtuber.
Odtworzono już ponad 50 tys. budynków, w tym większość Dolnego Manhattanu. Zespół liczący początkowo 50–80 osób rozrósł się do ponad 3,7 tys. „wolontariuszy”, którzy budują miasto kawałek po kawałku, często poprawiając niedoróbki poprzedników.
Przedsięwzięcie zaplanowane jest na kilka dekad, więc zapotrzebowanie na nowe ręce do pracy jest nieograniczone. Dołączyć do projektu może każdy – zespół oferuje instrukcje i wsparcie.
Wynagrodzeniem za trud będzie nowy, lepszy świat.

TikTok udostępnił apkę dla microdram
Marzyliście kiedyś o karierze w branży filmowej?
Szansa nigdy nie była tak blisko.
TikTok uruchomił aplikację PineDrama. To coś w rodzaju „kieszonkowej” wersji Netflixa dla microdram – smartfonowych seriali złożonych z krótkich odcinków (nawet kilkudziesięciosekundowych), najczęściej tworzonych przez „zwykłych” użytkowników, choć coraz częściej również przez marki.
Aplikacja działa w trybie standalone, ale jest powiązana z TikTokiem przez system logowania. Interfejs jest prosty – główny feed, „trendujące” microdramy i wyszukiwarka filmików.
PineDrama jest bezpłatna, ale jeśli format się sprawdzi, a biblioteka treści zapełni, właściciel pewnie zdecyduje się na abonament.
Oby jak najwyższy. Brainrotu mamy pod dostatkiem.
📰 CNET
Rośnie nostalgia za 2016
Lata lecą – ale internet pamięta.
Z początkiem 2026 w mediach społecznościowych zapanowała nostalgia za 2016.
Viral pod hasłem „2026 is the new 2016” wystartował na TikToku, ale wkrótce dotarł na Instagram.
Wróciły – przynajmniej na chwilę – różowe filtry, jaskrawe kolory, starożytne memy i, niestety, snapchatowe animacje psiego nosa.
Znawcy tematu doszukali się źródeł virala w zjawisku „the Great Meme Reset”, czyli narastającej tęsknocie za starymi dobrymi sucharami, które ustąpiły miejsca AI-owej papce i poczuciu zmęczenia internetem.
Wygląda na to, że za 2026 tęsknić nie będziemy.
📰 Forbes
YouTube przeprowadził rebranding
YouTube ma już dwadzieścia lat.
Platform postanowiła uczcić jubileusz nową identyfikacją wizualną.
Zmiany nie są radykalne. Zachowana została m.in. czerwono-biało-czarna paleta i język elementów nawigacyjnych, pojawił się jednak nowy krój pisma (YouTube Display), który zastąpi mieszankę czcionek i ujednolici styl komunikacji.
Największe innowacje dotyczą elementów ruchomych – zgodnie z hasłem „Alive” przyświecającym rebrandingowi. Ich zachowania są inspirowane efektami znanymi z nagrań, np. ruchem obiektywu podczas nagrywania z ręki. Ujednolicona została także stylistyka poszczególnych kanałów – Shorts, Music, TV, Kids i Premium.
„Kiedy marka jest wszędzie, łatwo o to, by nie była nigdzie. Naszym celem nie było wymyślanie YouTube’a na nowo, tylko stworzenie systemu, który połączy wszystkie jego oblicza” – wyjaśniła sens zmian Kieran Mistry, szefowa projektu.
Teraz YouTube będzie już naprawdę wszędzie.

IKEA chowa ceny
Styczeń to miesiąc wyprzedaży.
Firmy ścigają się na przeceny, zamieszczając o nich informacje na pół kadru.
IKEA obrała inną drogę. W najnowszej kampanii zamiast cyferek marka eksponuje jakość wykonania i materiały. Ceny zostały ukryte za produktami.
Ale nie tak całkiem, bo trochę wystają – żeby klient nie pomyślał, że takie ładne rzeczy dostanie za darmo.

Oxfam upiekł najdroższe ciasto na świecie
Organizacja otworzyła jednodniowy pop-up pod nazwą „Pie Society” w londyńskiej piekarni F. Cooke.
W menu znalazły się tylko dwa przysmaki: „People’s Pie & Mash” za 6 funtów i „Upper Crust Special” za 67 milionów funtów.
Pierwszy z nich przeznaczony był dla „zwykłych klientów”. Drugi – dla miliarderów, którzy w tym czasie wybrali się do Davos, więc nie mogli nic przekąsić w Oxfamie.
Cena odpowiadała wartości 2 proc. podatku od majątku przeciętnego brytyjskiego miliardera – zgodnie z pomysłem, który przewija się w debacie publicznej, ale stara się zbytnio nie narzucać.
Jak wyliczył Ofxam, właściciele cyferek z dziewięcioma zerami zarabiają w dziesięć minut tyle, ile przeciętny mieszkaniec UK wydaje na jedzenie przez cały rok.
Może dietetyk przepisał im trufle z kawiorem?
Shorts
🩳 Bluesky wprowadza „cashtagi” do rozmów o giełdzie i znaczek LIVE dla streamerów.
🩳 Google wypuściło nową wersję Veo, wzbogaconą m.in. o obsługę pionowych formatów i lepszą jakość obrazu.
🩳 X ogłosił konkurs z nagrodą miliona dolarów za najlepszy długi artykuł opublikowany na platformie.
Weekly tool
Slackbot doczekał się awansu – z narzędzia do przypominajek do pełnoprawnego agenta AI. Robot potrafi wyszukiwać informacje, pisać maile, umawiać spotkania i ogarniać zadania w ramach Slacka. Może też łączyć się z innymi narzędziami firmowymi, np. Microsoft Teams czy Google Drive, i pobierać z nich dane. Niebawem Slackbot zostanie również obdarzony głosem i umiejętnością surfowania po internecie. Jeśli zamierzaliście zwiększyć zatrudnienie w sekretariacie – już nie musicie.





