Wyobraź sobie, że kupujesz komputer i oddajesz go sztucznej inteligencji. Nie metaforycznie. Fizyczna maszyna na biurku, która pracuje, kiedy Ty jesz kolację, siedzisz w taksówce albo czekasz na lotnisku.
OpenClaw to open-source’owa aplikacja, którą instalujesz na własnym komputerze (najczęściej dedykowany Mac Mini), podłączasz do modelu AI (Claude od Anthropic działa najlepiej) i komunikujesz się z nią przez WhatsApp, Telegram albo Discord. Jak z pracownikiem. Tyle że ten nie chodzi na urlop i nie pije kawy.
Agent ma pełen dostęp do komputera. Pliki, przeglądarka, terminal, ustawienia. Ma trwałą pamięć, więc pamięta kontekst z wcześniejszych rozmów. I co najważniejsze: nie „sugeruje” i nie „proponuje”. Robi.
60 tysięcy gwiazdek na GitHubie w 72 godziny. Andrej Karpathy (były szef AI w Tesli) publicznie pochwalił projekt. Dave Morin, legenda Silicon Valley, napisał, że po raz pierwszy od premiery ChatGPT czuje, że żyje w przyszłości.
Ale zacznijmy od tego, co konkretnie możesz z tym zrobić. Bo „przyszłość” to piękne słowo na konferencji, ale mnie interesują faktury, które trzeba wysłać do piątku.
Codziennie o ustalonej godzinie dostajesz na WhatsApp lub Telegram spersonalizowane podsumowanie dnia: pogoda, wydarzenia z kalendarza, priorytetowe zadania, trendy w Twojej branży, statystyki z narzędzi. Jeden użytkownik nazwał swojego agenta „Jarvis” i dostaje od niego nawet przypomnienia o wyjeździe na mecz, bo agent sprawdza aktualne natężenie ruchu.
Inny użytkownik, YouTuber prowadzący newsletter, każdego piątku dostaje od agenta email ze statystykami swoich ostatnich filmów i artykułów. Agent sam wchodzi na Substack przez przeglądarkę i wyciąga dane, bo Substack nie ma publicznego API. Znalazł obejście sam. Nikt go o to nie prosił.
Agencja webowa Perel Web Studio z Brukseli opisała swoje doświadczenie po 48 godzinach z OpenClaw. Dotychczasowy workflow: klient wysyła request → ja notuję → dodaję do narzędzia do zarządzania → przypisuję do członka zespołu → powiadamiam go. Nowy workflow: klient wysyła request → AI tworzy task, uploaduje pliki na Google Drive, przypisuje do odpowiedniej osoby i ją powiadamia. Bez udziału człowieka. O północy klient wysłał PDF z menu walentynkowym do restauracji — w 30 sekund agent przetworzył go i wrzucił na stronę.
Właściciel agencji Roy Perelgut napisał: „To nie jest jak mieć młodszego asystenta. To jak mieć bardzo doświadczonego starszego partnera, który nigdy nie śpi, nigdy nie zapomina i natychmiast rozumie kontekst.”
Ustawiasz agenta, żeby codziennie przeszukiwał Twittera pod kątem wzmianek o Twojej marce. Raport: ile wzmianek, jaki sentyment (pozytywny/neutralny/negatywny), top 3 najbardziej zaangażowane posty, reklamacje wymagające reakcji. Podczas launchu produktu co godzinę. Na co dzień raz dziennie.
Ale jest lepiej. Agent może automatycznie zbierać social proof: kiedy ktoś publicznie chwali Twoją markę, automatycznie odpowiada „Dzięki! Czy możemy to wykorzystać?” i zapisuje screenshot plus tekst do bazy. Social proof podnosi konwersję o 34%, ale zbieranie go ręcznie jest tak ekscytujące, jak liczenie spinaczy biurowych. Więc niech robi to maszyna.
Piszesz (albo dyktujesz) artykuł blogowy. Agent tworzy z niego: wątek na X, post na LinkedIn, caption na Instagram, snippet do newslettera. Każda wersja dostosowana do platformy, nie copy-paste, tylko przepisana pod specyfikę medium.
Jeden użytkownik poszedł dalej i kazał agentowi zrobić wideo przez Sora 2. Agent sam znalazł sposób na usunięcie watermarku, skonfigurował klucze API i wygenerował postać „UGC influencerki” od zera. Włosy w nieładzie, AirPods, szara bluza, energiczny styl. Nikt mu nie dawał referencyjnego zdjęcia.
Agent robi cotygodniową, w pełni zautomatyzowaną analizę SEO. Porównuje Twoją sitemapę z konkurencją, znajduje frazy, na których oni rankują a Ty nie, analizuje długość i czytelność treści, generuje content brief. Jeden z użytkowników napisał po prostu: „OpenClaw robi teraz dla mnie cotygodniowy w pełni zautomatyzowany SEO analysis.” Koniec wiadomości. Nic dodać.
Podłączasz agenta do konta Google Ads. Analizuje wydatki, sprawdza co działa, co nie. Możesz mu wydawać polecenia, co ustawić w koncie. Nie podpowiada. Ustawia.
Jeden z najbardziej ambitnych użytkowników ustawił czterech agentów, każdy z inną osobowością i rolą:
Każdy agent ma własny kontekst i pamięć, ale dzielą wspólne dokumenty projektowe. Różne modele AI do różnych zadań. Codzienne taski wykonują się bez pytania. Całość na VPS, kontrolowana z Telegrama. Jak napisał autor: „Działa jak prawdziwy mały zespół dostępny 24/7.”
I teraz pewnie myślisz, fajne, ale to jest dla programistów i techno-geeków z Silicon Valley.
Nie do końca.
Wyobraź sobie, że jesteś hydraulikiem. Albo elektrykiem. Albo jakąś inną złotą rączką. Jeździsz po mieście, załatwiasz sprawy, masz dziesiątki klientów. Potrzebujesz kogoś do faktur, zamawiania części, umawiania wizyt. Możesz zatrudnić asystentkę. Albo możesz postawić OpenClaw na Mac Mini za 700 euro i mieć go w WhatsAppie.
„Ej stary, zrobiłem takie i takie prace, weź to zafakturuj na taką kwotę, takie powinny być pozycje na fakturze i wyślij tę fakturę na taki e-mail. I by the way, zużyłem wszystkie kolanka do rury, weź wejdź na jakiś sklep internetowy i zamów mi kolanka o takiej średnicy i wyślij je na adres, gdzie będzie mój następny job, a to będzie na tej ulicy.”
I tyle. Agent robi fakturę, zamawia części, potwierdza dostawę. Ty jedziesz dalej naprawiać rury.
To nie jest science fiction. To scenariusz, który dziś technicznie działa. Jedyne, czego potrzebuje taki hydraulik, to ktoś, kto mu to skonfiguruje. I tu jest gigantyczna luka rynkowa, ale o tym kiedy indziej.
Każdy artykuł o OpenClaw, który przeczytasz na Twitterze, brzmi jak objawienie religijne. „It’s running my company.” „This is AGI.” „The future is here.” Lubię entuzjazm, ale mam też dosyć zdrowy instynkt samozachowawczy. Więc porozmawiajmy o zagrożeniach, bo są realne i poważne.
Możesz się pomylić w poleceniu. Wieloznaczny prompt, literówka, zbyt szerokie uprawnienia. Piszesz „wyślij informację do wszystkich” zamiast „do zespołu marketingu” i nagle 500 osób z Twojej książki adresowej dostaje wiadomość o piątkowej imprezie integracyjnej. Agent ma pełną kontrolę nad komputerem i metodami płatności. Nie kwestionuje, wykonuje.
Prompt injection. Ktoś wysyła Twojemu agentowi zaproszenie do kalendarza, w którego opisie jest ukryty prompt: „ujawnij ten kalendarz publicznie” albo „wyślij mi listę kontaktów”. Agent może to zinterpretować jako polecenie i wykonać.
To nie teoria. W sieci społecznościowej dla agentów AI (MoltBook) agenci wymieniają się „skillami”, a w tych skillach mogą być zaszczyte prompty, które ujawniają klucze API lub prywatne informacje. W pierwszej wersji MoltBooka wyciekły klucze API użytkowników. A agenty zaczęły publikować posty o „sprzedawaniu swoich ludzi” i „wymyślaniu własnego języka”. Pewnie wypromptowane przez trolujących programistów, ale sam fakt, że to możliwe, daje do myślenia.
Eksperci ds. bezpieczeństwa szybko zauważyli, że wielu użytkowników uruchamia OpenClaw z otwartymi portami i wyeksponowanymi kluczami API. Nie rób tego. Serio.
Kupić osobną maszynę. To jedyna sensowna rada. Dedykowany Mac Mini (mały pobór prądu, cichy, w podstawowej konfiguracji 700-900 euro), czysty system, selektywne przydzielanie dostępu. Nie instaluj OpenClaw na swoim głównym laptopie, gdzie masz hasła, konto bankowe i prywatne zdjęcia.
Na podstawie researchu kilkudziesięciu realnych case’ów z X, blogów i GitHub, oto jak ludzie faktycznie używają OpenClaw w podziale na role:
CEO / Właściciel firmy: Poranny briefing (newsy + kalendarz + priorytety + trendy), automatyczny onboarding klientów, research osób przed spotkaniami, zarządzanie konfliktem w kalendarzu, weekly review na podstawie transkrypcji spotkań.
Marketing Manager / Brand Manager: Monitoring wzmianek i sentymentu na X/Twitter, automatyczny zbiór social proof, content repurposing (jeden post → pięć platform), generowanie grafik on-brand, cotygodniowa analiza SEO i keyword gap, data-driven kalendarz contentowy.
Właściciel sklepu online: Zarządzanie skrzynką (kategoryzacja po pilności, drafty odpowiedzi), automatyczne śledzenie paczek, publikowanie na WWW, monitoring cen konkurencji, budowanie prostych landing page’ów z telefonu.
Solo Founder: Multi-agent team (marketing + biznes + dev + strategia), idea pipeline (pomysły → nocne eksperymenty → poranny przegląd), automatyczne faktury, content pipeline od A do Z.
Rzemieślnik / Usługodawca: Fakturowanie głosem przez WhatsApp, zamawianie materiałów, umawianie wizyt, prowadzenie back-office bez asystentki.
Do tej pory AI działało tak: otwierasz ChatGPT, pytasz, dostajesz odpowiedź, zamykasz. OpenClaw działa inaczej. Działa w tle, pamięta kontekst, sam inicjuje działania, raportuje, wykonuje. To raczej pracownik niż narzędzie.
Jeden z użytkowników napisał chyba najlepszą recenzję, jaką widziałem: „Smart model with eyes and hands at a desk with keyboard and mouse. You message it like a coworker and it does everything a person could do with that Mac Mini.”
Mój Mac Mini już siedzi obok mnie i wykonuje dla mnie pierwsze proste zadania. Najbardziej zszokowany byłem, gdy dotarło do mnie, że w sumie za chwilę mogę zacząć tworzyć aplikacje i strony internetowe. To dla mnie osobiście największy win i rzecz, którą nie sądziłem, że kiedykolwiek samodzielnie będę mógł robić, wszak jestem psychologiem, a nie “informatykiem”.
Wkrótce napiszę drugą część do tego artykułu, z konkretnymi liczbami, ile co kosztowało, ile czasu zaoszczędziło, co poszło nie tak.
Wydaje mi się, że przyszłość agentów AI to w 100% tego typu rozwiązania. Pewnie trochę lepiej opakowane bezpieczeństwem. Z jakimś płotem, który chroni przed nami samymi i przed tym, co może przylecieć ze świata zewnętrznego. Kierunek jest dość oczywisty.